Miłość jest jak tęcza
jak barwy łączy serca
ja błękit, a ty czerwień
ta miłość jest już we mnie
tak żyć będziemy sami
pomiędzy kolorami
a czerwień na błękicie
odmieni dawne życie
jesteśmy w końcu sami
swoimi marzeniami.
Przepięknie było w pokoju,
Piękniej niż na całym świecie;
Pod najbardziej zwykła rzeczą
Można było odkryć radość.
Spod uniesionej tkaniny
Niekiedy wybłyskiwała
Szybko, szybko jak koliber
Odkrywający swe gniazdko.
Serce było tylko jednym
Niepokojem uwielbiane.
Trzeba było tylko szukać,
Wszędzie go się wyszperało.
Wszystko to, co tworzy lasy,
Ostępy, groty, kaskady,
Obecne było w tych ścianach,
Także najdziksze głębiny.
Najdalsze przestrzenie świata
Przenikały do pokoju,
Sprawdzając obecność ciała
O kształtach słodkich i gorzkich.
Nawet niebiosa tam były
Ze swym skrytym zagrożeniem,
I słyszało się nad głową
Ostrzeżenia sfer niebieskich.
Lecz dlaczegóż nie powiedzieć
Nic o kobiecie milczenia,
Co sama będąc w pokoju
Nie chciała wiedzieć o tobie
I głos tajemniczo kryła
W głębinach swojej źrenicy?
Przecież ty wobec niej byłeś
Uległością i marzeniem. —
Każdy twój gest był ostrożny,
Jak gdybyś chodził po fali.
Lecz ona bała się ciebie
Bardziej niż nocnych potworów,
Bo ledwie podniosłeś oczy,
Unicestwiałeś spojrzeniem
Słodycz dnia zawartą w świetle.
I chociaż jej piękna głowa
Była tak blisko twej głowy,
Ona wypełniała przestrzeń
Między jej życiem i twoim
Lasami i parowami,
Nie mówiąc nawet o bagnach
Ani o piaskach ruchomych.
I życie twe wyciekało
Poprzez olbrzymie milczenie
Ze szklanki twojej do morza.
I właśnie wtedy ktoś przybył
Prosząc, aby pić mu dano.
Zastukał w ten stół, którego
Nikt tutaj wcześniej nie widział.
Wtedy kobieta, jak sługa,
Kornie podeszła do niego.
I była już prawie naga
Wtedy, kiedy usłyszano,
Jak koń zarżał pode drzwiami,
Jakby na burzę się miało.
Lecz ściany szczelne i głuche
Nie przepuszczały już świata,
A troje zamkniętych okien
Broniły dostępu światła.
A ty właśnie w tamtej chwili
Zniknąłeś z pamięci ludzi,
Zostawiając, jak ślad życia,
Tylko swój portret na ścianie.
Żywy, ciekawy wszystkiego,
Bardziej ludzki niż w naturze,
Lecz tak spękany, sczerniały,
Że ów dostrzegł na nim głowę,
A ktoś inny ledwie pejzaż.
Dyskutowali przed tobą,
A ty nie mogłeś się ruszyć
Uwięziony w malowidle.
Oddalili się nareszcie,
Zostawiając cię twej ramie,
I zabrali się do grania
Wymyślonymi kartami.
Nie było żołędzia, dzwonka,
Ani wina, ni czerwieni,
Bo to była gra miłości
W czasie, gdy już nas nie będzie.
I przez bezrękich partnerów
Zmuszony do cierpliwości
Pasjansa, byłeś bezradny
Wobec kobiet, wobec mężczyzn,
Byłeś, jakby cię nie było.
Byłeś jak ktoś powieszony,
Pozbawiony nawet śliny,
Jakby sam sznur cię przywiązał
Do bardzo okrutnej belki.
Wtedy, kiedy oni karty
Odkrywali i kolory,
Tylko twa rama wiedziała
O tym, że ty byłeś widzem.









Bliskość ukochanego
Gdy słońca blask nad morza lśni głębiną,
Myślę o tobie, miły.
Wzywałam cię, gdy księżyc niebem płynął
I zdroje się srebrzyły.
Widzę cię tam, gdzie skraj dalekiej drogi
Szarym zasnuty pyłem,
A nocą gdzieś wędrowiec drży ubogi
Na ścieżynie zawiłej.
Słyszę twój głoś w szumie spienionej fali
Bijącej o wybrzeże
Lub w cichy gaj przychodzę słuchać dali
W zamierającym szmerze.
I wtedy wiem, że jesteś przy mnie, blisko,
Choć oddal cię ukryła -
Przygasa dzień, wnet gwiazdy mi zabłysną
O, gdybym z tobą była!



Chciałbym
Chciałbym być świeżym porannym tchnieniem
Wietrzyka,
Co twoje piersi wiosny pragnieniem
Przenika.
Chciałbym być słoncem,
co cię ogrzewa,
W szat bieli.
Chciałbym być taką, co cię oblewa
W kąpieli.
Chciałbym tą cząstką wybraną zostać
Przestworza,
Które obleka biala twa postac
Jak zorza.
Chciałbym być okiem twym - i uśmiechem
Twym smętnym;
Falą twych włosów - piersi oddechem,
Krwi tętnem.
Chciałbym być dumań twych marzycielskich
Przedziwem.
Uczuć twych żarem - piersi twych sielskich
Ogniwem.
Chciałbym się cała mą przeobłoczyć
Osobą W tobie - i z toba byt mój zjednoczyć:
Być tobą!

Chodzi Anioł stróż po świecie
Chodzi Anioł Stróż po świecie sprząta po miłościach,
co się rozleciały zbiera jak ułomki chleba dla wróbli,
żeby nic się nie zmarnowało Bliscy boją się być blisko,
żeby nie być dalej...
miłości się nie szuka jest albo jej nie ma,
nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek.
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą,
zostaną po nich buty i telefon głuchy,
tylko to co nieważne, jak krowa się wlecze,
najważniejsze tak prędkie, że nagle staje.
Kochamy wciąż za mało i stale za późno.


Co to jest miłość
Co to jest miłość
Nie wiem Ale to miłe
Że chcę go mieć
Dla siebie Na nie wiem
Ile Gdzie mieszka miłość
Nie wiem Może w uśmiechu
Czasem ją słychać W śpiewie
A czasem W echu
Co to jest miłość
Powiedz Albo nic nie mów
Ja chcę cię mieć Przy sobie
I nie wiem Czemu

Definitywne rozstanie
Znowu byliśmy przez chwile razem,
Lecz było już inaczej tym razem.
Może z dwa tygodnie to trwało
I znowu się to stało.
Znowu z innym się widuje,
A mojego czasu już nie zajmuje.
Chyba sam siebie oszukać próbuje,
Przecież Ona wciąż moje serce ujmuje.
Nie mogę przestać o niej myśleć,
Znowu po nocach będę o niej śnić...
Jest mi bardzo przykro z rozstania powodu,
Bo jest to siła prawdziwego serca zawodu.
Ale tak to już w życiu bywa,
Bo one się z nas ciągle zgrywa.
Jest pełne takich zawodów,
Nie ma już powrotu, definitywne to rozstanie...
Oboje wiemy, że to już koniec!
Widzu wiedz też, że to już koniec!
Na kolejne, twoje niedoczekanie...

Dla zakochanych
Dla zakochanych to samo staranie - co dla umarłych,
Desek potrzeba zaledwie też sześć,
Ta sama ilość przyćmionego światła.
Dla zakochanych te same zasługi - co dla umarłych,
Pokój z miłością otoczcie bojaźnią,
Dzieciom zabrońcie przystępu.
Dla zakochanych - posępnych w radości
- te same suknie. Nim drzwi zatrzasną,
Nim zasypią ziemię, Najcięższy brokat odpadnie z ich ciał...

Do oddalonej
A więc naprawdę już odeszłaś?
Zniknęłaś, piękna, z moich dni?
Twe każde słowo we mnie mieszka,
Wciąż jeszcze w uszach moich brzmi.
I jak wędrowiec wzrok o świcie
Na próżno w przestwór nieba śle,
Skowronka ujrzeć chcąc w błękicie,
Co z dzwonną pieśnią nad nim mknie:
Tak ja lękliwe oczy wznoszę
Na pola, łąki, borów gąszcz
I każdą pieśnią moją proszę:
O, wróć, kochana, czekam wciąż!






| 42 bardzo dobrze..oby tak dalej |
09 listopada 2005 | |
Czarny smutny wierszyk..
nie chcesz ze mną spotkać się ja choć nie znam - lubię Cię ja w środku już coś czuję jak pomysle to wariuję może to już miłośc jest może wrazliwości test niewiem, ale miłe to uczucie tak przyjemne serca kłucie i te myśli nieustanne mysli dobre, chociaż ranne ranne już w zarodku są bo odrzucasz miłość mą.
..........................
Smutek w oczy mi zagląda Smutek szyje serce me Ciemne światło, jasna noc Przepaść już chcą myśli me
..........................
Chcę uścisnąć śmierci dłonie W jej ramiona schronić się Jednak serce moje płonie I nie podda nigdy się
..........................
Zamknięte wspomnienia
Wspomnienia w stary kufer zamknę Poranną rosą je nakarmię Z pajęczych sieci marzeniami Szczęściem spotkanym przed latami Przez szparę przeszłości odgadnę jutro Wyczytam przyszłość nawet tą smutną Przypomnę Tobie jak szczęście smakuje Co to jest przyjaźń, gdy nią obdaruję Zamknięte będą tu przez całe lata Karmione ciepłem ust mych i oddechem Nieodgadnione zostaną dla świata Mojego życia, minionym echem
Moja pierwsza miłość...
Me serce o jednym marzy Tylko jednego uczuciem darzy W mych snach on jeden się pojawia To on mi oblicze szczęścia objawia Choć trudno mi uwierzyć w jego zapewnienia To mam świadomość jego istnienia Przypadek sprawił, że go poznałam Lecz serce sprawiło, że pokochałam Teraz wiem, że żyć bez niego nie mogę I widzę go w swych myślach o każdej porze Czy to dzień czy to w nocy Myślę o tym, aby był w mej mocy Wiem, iż ta pora jest już za późna na me marzenia To jednak z jego imieniem na ustach zasypiam I przebudzam się, aby wyobrazić sobie jego wygląd twarzy I pomyśleć, że on też o mnie marzy Iż jestem gwiazdką na jego niebie I że chce mi powiedzieć, -"iż kocham tylko ciebie"
If you wanna be with me...
If you wanna be with me Baby there's a price to pay I'm a genie in a bottle You gotta rub me the right way If you wanna be with me I can make your wish come true You gotta make a big impression I gotta like what you do
Lubię myśleć, że tak jest...
Lubię myśleć, że tak jest, kiedy pada zimą deszcz, kiedy białe jest mimozą, kiedy życie piękną prozą. Kiedy zerkasz i nie widzisz, i czasami chwili dziwisz. Lubię rzeczy doskonałe, może echem już przebrzmiałe, kiedy zimą wiosna w pełni, gdy marzenie nocą spełni. Czasem myślę o pisaniu, może w życia oderwaniu, lecz najpiękniej bywa wtedy, gdy nad brzegiem białe mewy. No a pięknym już specjałem, kiedy na mnie wnet spojrzałeś, gdy spacerem letnią nocą, śpiew skowronka podziwiałeś. Lubię, gdy zło z oczu nam umyka, gdy Twe ciało me spotyka. Wiem, cudownie jest nam z myślą wzajemnego pokochania, kiedy błękit dniem a nocą księżyc magią swoją nas osłania.
Chcę być ptakiem
Poczuć w skrzydłach wiart Chcę być wolna Nie mieć żadnych problemów Marzę, aby moje życie Było piękne... Aby nikt nie stawał mi na drodze do mojego przeznaczenia... Pragnę żyć i być wolną Choć to naprawdę takie trudne...
Tak ciężko...
Tak ciężko przyznać się do winy, Tak ciężko przyznać się do czegoś co czynimy.. tak trudno jest powiedzieć te magiczne słowa, na całym świecie znane, lecz najmniej używane... przepraszam, dziękuję, ja tych słów nie pojmuję... takie wyjaśnienie, ale nie takie przeznaczenie... przyznaj się do błędu, puki nie jest za późno, przeproś... bo możesz stracić to co dla Ciebie najważniejsze, to co najpiękniejsze... przeproś...
Optymistą być...
Optymistką chciałabym być na co dzień, Szczęśliwą, pozbawioną złudzeń, Optymistką chciałabym być i wierzyć, Wierzyć i świat centymetrem mierzyć, Optymistką chciałabym być i czuć, W osamotnieniu cudne marzenia snuć, Optymistką chciałabym być i dawać siebie, By uszczęśliwić wszystkich i być w niebie, Optymistką chciałabym być i lubić, Lubić wszystkich, swoje smutki gubić, Optymistką chciałabym być i kochać, Żyć pełnią szczęścia, a nie szlochać, Optymistką chciałabym być i będę, Optymistką i swoje szczęście zdobędę!
Szeptem...
Szeptem tuląc piękno wspomnień zapadam w ciszę... przepełnioną drganiem światła... ktoś drzwi otwiera do mojego świata ah! nie teraz za późno... nie w porę... marzenia o małym skruszonym serduszku uleciały gdzieś...
Samotność, a burza...
nie burza jest straszna ale samotność jak cień przylepiona do mojego ciała czuję ją wszędzie wokół jest w moim domu w moim pustym łóżku siedzi na ścianie na biurku na okniem jest w moim sercu z każdym jego uderzeniem przypomina że jest chociaż nie potrafię zapomnieć gdy nawet podczas największego upału czuję jej chłód w porównaniu z samotnością burza nie jest straszna o burzy wiemy przynajmniej że przejdzie...
Czy można patrzeć cicho?
Codziennie zadaję sobie setki pytań... Na każde jest odpowiedź gdzieś ukryta, schowana w szufladzie losu tak nieskazitelnego, że aż dziwnego... ale wciąż męczy mnie jedno pytanie... Czy można patrzeć cicho? tak można na wpół otwartymi oczami, szarymi od przygnębienia, smutku i goryczy. Czasem człowiek nie chce otworzyć oczu, tak go bolą od smutku tego świata. Popatrz na świat tak szeroko, tak pięknie i kolorowo. Zakochaj się we mgle i deszczu... pokochaj to co nigdy nikt nie kochał... pokochaj dni pochmurne, bo nikt ich nie lubi, zobacz jakie są piękne... pokochaj ludzi złych, przecież nie zawsze byli źli... Otwórz oczy, otwórz je właśnie teraz i chociaż ich nie masz to spróbuj popatrzec pókiś tak piękny, bo wszystko co robisz jest tak cudne... bo ty to robisz... Popatrz chociaż raz głośno na świat, czy nie widzisz tych setek pięknych barw i otwartych drzwi na ościerz byś mógł przez nie przejść i dostrzec... co tak naprawdę piękne jest? Ja właśnie teraz gdy ciuchutko same otwierają się drzwi... gdy słyszę szelest czasu, który tak pędzi i pędzi i dotyka mnie godzinami, minutami, sekundami setnymi, a on tak nieubłaganie pędzi... Tak mi ucieka, że moje oczy same ciągną do światła tak jasnego, że wytrzymać nie mogę to tak boli... Popatrz na świat tak głośno, by gałki mogły krzyczeć wciaż i wciaż i dotknij kwietniowych paków na drzewach i tak ci pięknie w tych barwach i tak cudnie... Połącz me i swe wargi w jedność... Połączmy je w wspólnym tańcu dusz i naszych zbolalych ciał...
Życie to teatr...
Życie jest jak teatr. Codziennie zaczyna się nasz spektakl... Każdy z nas odgrywa inną rolę. Ktoś jest królem. Ktoś żebrakiem. Komuś nadzieja dodała dziś skrzydeł. Komuś innemu odebrała sens na kolejne dni życia... Komuś los zesłał szczęście Ktoś inny oniemiał z bólu. Ty przemawiasz na różnych spotkaniach, zebraniach. Twój znajomy w obłędzie bredzi. Z jednej strony ulicy widać czyjś ślub, z drugiej czyjś pogrzeb. Nagle w teatrze zapanowała ogromna cisza i ciemność. Tak, już wiem skończył się nasz współny spektakl.
Bliska śmierci...
Siedzę cicho w kącie...i płacze... Jedyna myśl jaka przychodzi mi do głowy to : śmierć... Myslę,że to jednyne wyjście z tej sytuacji... Nie umiem sobie poradzić... Jestem już gotowa na śmierć... Tylko jak?? Nie podetne sobie zył... Ale tylko dlatego,zeby zaoszczedzić mamie widoki swojej córki zatopionej w krwi... Więc wybieram tabletki... Miałam tylko 21... Nie wiem na co... Ale mama zawsze mówiła,ze są silne i,żebym ich nie brała... Najpierw na kartce napisałam : "Odeszłam,bo musiałam...Kocham Was...Przepraszam..." Połozyłam się na podłodze... Wzięłam tabletki... Powoli zasypiałam... Całe zycie przeleciało mi przed oczyma... To straszne uczucie... Nagle... Silny ból brzucha... Zrobiło mi się strasznie niedobrze... Poszłam do łazienki... I wszystko zwróciłam... Nie miałam więcej tabletek... Nie mogłam dalej spróbować... Było tak blisko... Czy to jakiś znak??
Kocham i nienawidzę... Żyję i umieram... Śmieję się i płaczę... Sama nie wiem gdzie kończy się fikcja, a zaczyna rzeczywistość... Życie to gra... A śmierć to zmiana planszy... Wszytsko się zmienia... Błądzę w korytarzu własnych mysli... Uczuć...
"Życie..."
Życie... Co to...?? Błądze w korytarzu własnych myśli... Własnych uczuć... Krzyczę... Ale nikt mnie nie słyszy... Samotność prowadzi do uschnięcia... Moje zycia to cmentarz pogrzebanych nadziei... A jednak... Cieszę się,że żyję... Że oddycham... Że mogę kochać... Choć narazie nie czuję ,co to szczęście... Kiedyś jeszcze będę się uśmiechać... A jednak... Nie uwierzyłam w to... W to,że kiedyś będę NAPRAWDĘ szczęśliwa... Teraz... Ciemność... Długi tunel... A na końcu światło... Archanioł Michał otworzył mi bramy...
"Nie mogę zapomnieć tych chwil spędzonych z Tobą..."
Gdy ktoś spyta mnie,które chwile w życiu,były dla mnie najpiękniejsze... Odpowiem,że wtedy,kiedy był on... Kochałam Go... Przy nim czułam się szczęśliwa i bezpieczna... Przy nim czułam,że naprawdę oddycham... Że żyje... Że jestem szczęśliwa!!! Szczęście opuściło mnie... Gdy zrozumiałam,że to nie to... Że to nie jest miłość... Może zauroczenie?? Może przyjaźń?? Ale nie miłość...
"Samotność..."
Spędzam kolejne sobotnie popołudnie... Siedząc sama na kanapie,oglądając kolejny serial... Marząc,aby ktoś zadzwonił... Spytał : "Jak się czujesz...?? " W końcu kładę się spać... Śnie jak idę przez jakiś korytarz... Wokół mnie uśmiechnięci ludzie... Mówiący do mnie... Uśmiechający się... Budzę się... Otwierając oczy widze to samo,co widziałam kładąc się spać... Biały sufit...Taki banalny... Obok mnie nie ma nikogo... Żadnego uśmiechu,gestu... Nadchodzi niedzielne popołudnie... Znowu marząc,aby ktoś powiedział jakby normalne słowa... Które znowu dały sens życia... Żebym następnego dnia,miała siłę wstać z łózka...
|
08 listopada 2005 | |
Ty juz nie należysz do mnie, przez moje postępowanie. może tylko mi sie tak wydaje ale tak już bywa Tak bardzo kochałem Tak bardzo cie chciałem Lecz Ty mówisz nie i na mekkę Zostawiasz Mnie. Czy myślisz o mnie czasem? Czy wspominasz chociaż przez chwilę? Wciąż pamiętam tamte chwile, W których tak mówiłas tyle Odeszłem z usmiechem na twarzy Choc w oczach miałem łzy Zrozumiałam,że w moim życiu tylko Ty "Szkoda" Stało się tak-trudno widać tak stać się miało Twoje serce szukać nie chciało...
Jedna noc wystarczyła abym ja poczuła coś do ciebie. Nie mogę o Tobie przestać myśleć. Zaczynasz znaczyć dla mnie dużo. Jednak zbyt krótko cię znam aby móc powiedzieć,że kocham cię. Od ciebie żadnego znaku,bo wiem że czekasz na mój gest. ja nie wiem co robić aby cię zdobyć dla mnie to za trudne, więc nic z tego nie będzie. Przykro mi kochany-to Ty powienieneś się o mnie starać-tak już jest na tym świecie od dawien dawna.
* Nie mogę byc blisko Ciebie, tak jak nie moge lacać bez skrzydeł po niebie. I z tego powodu jest mi smutno i źle. Wiesz?ja chyba naprawde KOCHAM CIE! Tak bardzo bym chciała cie przytulić i pocałować i moim usmiechem Cię obdarować. Moje łzy nie łączą sie już w żadna słowa. Łukaszek to mojego serca druga połówa. Jak ja mam z tym wszystkim żyć skoro nie mogę z nim być? jak ja mam myśleć i śnić? Kiedy nie wiem już praktycznie?!
Odnalazłam siebie w Tobie, Nie potrafię Cię zapomnieć Bo jesteś obecny w każdej Chwili, która mnie otacza Wciąz pamiętam tamte chwile, W których tak mówiłes tyle Że kochasz,że pragniesz... Bym była tylko z Tobą Tu na zawsze...
Ballada o tęsknocie
Nastała noc, tak smutna noc Ciemność nawet usnąć nie pozwala I widzę w tej ciemności przez łzy Na ścianie - jakiś cień To Ty Zagubione moje myśli Może sens ich mi się przyśni Jeśli zasnąć zdołam Sama, pierwszy raz A gdy zasnę znowu przyjdziesz Będziesz prześladować mnie Aż nastanie jasny ranek, znowu dzień A potem noc I znowu noc, samotna noc Ból otula zmysły, duszę plami I zapomnieć Cię nie mogę, choć tak bardzo chcę Czy już mnie nie kochasz? Czemu ranisz? Może dzisiaj do mnie wrócisz Może tęsknisz też, aż tak.... Może płaczesz i nie wstydzisz się Ja nie umiem żyć samotnie Bo już sił mi brak Więc pożegnam Cię słowami: Kocham Cię Zasnę mocno tak Już nie obudzisz mnie...
Samotna
Tak bardzo chcesz być potrzebną komuś Nieważne, ile z siebie dasz Tak bardzo pragniesz mieć w swym sercu Kogoś, kogo tak dobrze znasz I czasem tylko przez krótką chwilę Zaczynasz tracić wiarę w sens Że chociaż bliskim dałaś tyle To tak samotna czujesz się... Wciąż czujesz się...
Czarno-biała miłość
Jesteś mi tak bliski... a tak bardzo dziś daleki znów Choć znam Cię na wylot, nie rozumiem często Twoich słów Ciągle Ciebie szukam - i tak się boję Ciebie, choć to Ty Czarno-biała miłość, treść mojego życia, moje łzy I nie wiem jak - jak powiem Ci, co czuję? Wyciągam ręce... i oddalam się, uciekam stąd W całym tym chaosie tak bardzo chcę mieć własny ląd Mój życia sens... Raz mam go, raz tracę znów Czarno-biała miłość... Chyba to negatyw moich snów I nie wiem jak - jak powiem Ci, co czuję? Moje życie to tylko czerń i biel, kolorów w nim brak Muszę tak żyć, nauczyć się, choć nawet dziś wciąż nie wiem - jak. Czarno-białe dni, tylko wspomnień żar wciąż pozwala nadziei żyć Że pewnego dnia, na rozstaju dróg, kolorowe powrócą dni Jesteś mi tak obcy, chociaż wciąż tak bardzo kocham Cię Choć zmieniłeś moje życie w tak głęboką, mroczną, czerń - i biel Wśród kontrastu dusz szukam ciągle wąskiej drogi - gdzieś Czarno-biała miłość, biała życia kartka, czarna treść I nie wiem jak - jak powiem Ci, że cierpię... Patrzę na nas z boku i jak stary film oglądam to Widzę dwoje ludzi, wśród kolorów świata czerń i biel Mój życia sens, raz czarny, raz biały znów Czarno-biała miłość, tylko potok bez znaczenia słów I nie wiem jak - jak powiem Ci, że tęsknię... Czy Ty w ogóle widzisz mnie? Że jestem? Czy widzisz, jaka jestem?
Niebo pełne gwiazd
Nie mów nic Już nic nie da się zrozumieć Słowa zastępują łzy Już tylko kochać umiem Ciągle pytam - dlaczego? Odpowiedzi brakuje I tylko mogę płakać By przeżyć to, co czuję Popatrz chociaż czasem w górę - niebo pełne gwiazd Kiedy już NAS nie będzie Będę wtedy patrzeć w jedną z nich Jak Ty
Mowa ciała Dziś
Twoje oczy są pełne uśmiechu Dlaczego tak rzadko tak jest? Ja znam Cię lepiej, niż Ty sam siebie Lecz nawet ja nie wiem Jak rozgrzać Twoją spontaniczność... Czasem zapominasz, że trzeba się bronić I wtedy kłamstwo umiera Wtedy jesteś tak blisko mnie, bliżej Niż gdybyś sam przyszedł Świadomie przytulić się Chociaż jesteś dla mnie wszystkim, To tak bardzo boisz się zaufać Nawet gdy mnie potrzebujesz Uciekasz daleko, zamykasz się I tylko wtedy, gdy mi się uda Sprawić, że zapomnisz o strachu Zapadamy się w otchłanie naszych ciał I nie mówimy już nic Jesteśmy sobą te parę chwil Tylko parę chwil Ty i ja Ja i Ty Choć seks znaczy dużo, nie jest jednak wszystkim To tylko sposób na milczenie Bo nie musimy zwierzać się sobie Po prostu jesteśmy blisko Rozumiemy język ten bez słów Potem czasami udaje mi się Ubrać Twe myśli w kilka słów Wtedy jesteś tak blisko mnie, bliżej Niż gdybyś sam przyszedł Świadomie powiedzieć mi je...
MARZENIA
Tak często patrzę w przyszłość - z daleka Z daleka, bo wciąż marzę... o Tobie. Być może nie mam na co już czekać Ale... nie umiem odmówić sobie. Marzę banalnie; o codzienności... psie przy kominku, czułym spojrzeniu Trosce w chorobie, filmie przy kawie kłótni o drobiazg, wspólnym milczeniu... A Ty... ulotna i krótkotrwała, Słowa pozbieram... a już Cię nie ma. Zanim odwagę znajdę gdzieś w sobie Dawno uciekasz kradnąc marzenia Tak bardzo pragnę dotknąć tych marzeń A czas ucieka, licząc godziny... Ale wciąż wierzę, że jeszcze warto Że może kiedyś... bo jak to: nigdy?
NIE TYLKO NA DOBRE CHWILE
Tak wiele myśli chodzi po głowie Tak wiele uczuć w sercu się kłębi I słów tak wiele - wypowiedzianych I tych, co gdzieś tam kryją się w głębi Tak wiele szczęścia, tyle miłości Tak z boku patrząc widzę swe życie Ale też bólu i samotności... Taka jest prawda chowana skrycie Pytasz, czy jesteś tego powodem Nic już nie powiem... sam tego nie wiesz? I tak powodów odnajdziesz tysiąc Ażeby tylko obronić siebie. Mówię do Ciebie tymi wierszami Licząc, że może w końcu zrozumiesz... Tymczasem słyszę te wszystkie słowa, Których wycofać przecież nie umiesz... Czytam to wszystko, co napisałam Wiesz, wtedy, jeszcze parę lat temu I muszę stwierdzić, że mnie przerażasz Tak bliski jesteś temu dawnemu... Pewnie nie wierzysz, szukasz tu gniewu, Złości, przekory - i się obrażasz... Poczytaj sobie, może sam stwierdzisz To, czego jeszcze nie zauważasz Bowiem dlaczego - odpowiedz proszę Dlaczego wszystko gdzieś się rozmyło? I Twoje słowa - do mnie! Kochanej!? I dni te ciche, których nie było... Muszę tak wiele jeszcze przemyśleć Uciszyć smutek, pochować lęki. Chyba coś we mnie się załamało Nie umiem pierwsza wyciągnąć ręki... Ja wiem, jak zwykle znowu zapomnę I znowu będę tą dawną Niką Tylko być może trochę smutniejszą, Bardziej ostrożną, a w sercu - dziką... Tak wiele we mnie żalu z Twej winy I proszę nie mów, że to nie ona Wiem, że wad wiele we mnie gdzieś siedzi Ale czy jestem niewydarzona? Nie chcę już nawet o tym rozmawiać Chciałam Ci tylko wspomnieć, co czuję Bo - mówiąc szczerze - wszystko mi jedno I nic już więcej nie |O Czarnym Aniele| Dodaj do Ulubionych |Księga Anioła| Ksiega Gości |Przyjeciele Anioła| |Kluby| {kluby} |Linki Anioła| |Archiva| 2007 Sierpień Lipiec
Szablon and HTML by Eris |